poniedziałek, 16 września 2013

Mity o włosach (1). Zaplatane w warkocz szybciej rosną.

Dużo krąży w sieci, w czasopismach i w przekazie informacji o włosach, które na pierwszy rzut oka brzmią niewiarygodnie, albo i takich, które wyglądają na logiczne i prawdziwe, a okazują się wyssane z palca.

W cielęcych jeszcze latach, zanim zaczęłam się interesować włosami i później przygotowując się do pracy w salonie fryzjerskim, czasami spotykałam się z jakąś nowinką, która zbijała z nóg. Że włosy należy obcinać przed pełnią. Że podcinane szybciej rosną. Że ktoś ma gęste, bo w niemowlęctwie rodzice obcięli mu włosy maszynką. Że farba nałożona na włosy zmienia kolor naszych naturalnych włosów. I wiele innych, których teraz nie pamiętam.

Pomyślałam zatem, że korzystając ze swojej wiedzy (jakąś tam przecież posiadam), umiejętności obserwacji, ewentualnie bawiąc się w królika doświadczalnego lub wykorzystując w tej roli osoby trzecie, rozpocznę na blogu cykl postów rozprawiających się z mitami, lub też potwierdzającymi je. Mam nadzieję, że podoba Wam się ta koncepcja? Jeżeli spotkałyście się z jakimś mitem i chciałybyście,żebym go zweryfikowała, zostawcie proszę taką informację w komentarzu pod tym postem. Postaram się przygotować post o każdym micie, który Was interesuje, o ile nie będziecie proponować czegoś, co może wyrządzić trwałą krzywdę mnie lub innym.

Po tym przydługim wstępie zajmę się mitem, który poznałam niedawno, kiedy po niefortunnym cieniowaniu szukałam informacji na temat skutecznego przyspieszenia wzrostu włosów. Mianowicie, na którejś zagranicznej stronie znalazłam informację, że aby włosy rosły szybciej, należy je zawsze zaplatać w warkocz.

Brzmi jak bzdura, prawda? No bo co ma uczesanie do kondycji cebulek? Tak sobie pomyślałam i odłożyłam ten pomysł do przemyślenia później. Uznałam go za bubel, a także miałam zwyczajnie za krótkie włosy żeby zapleść je w jakikolwiek sposób.

Po głębszym przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że coś tam jednak w tym zaplataniu i zapuszczaniu jest. No bo tak:
  • po pierwsze, jeżeli ktoś nosi włosy cały czas rozpuszczone, ich końce mogą się rozdwajać, niszczyć, łamać i wykruszać, czemu zaplatanie w dużym stopniu może zapobiegać. Efekt? Dłuższe włosy.
  • po drugie, robiłyście sobie kiedyś warkocz dobierany (francuski, belgijski, jakąś kombinację, wszystko jedno)? Osobiście uwielbiam to robić, ponieważ zaplatany umiejętnie, bez szarpania bardzo mnie relaksował. Takie przeplatanie, rozdzielanie włosów i ich przeczesywanie w trakcie robienia tej fryzury, to nic innego jak masaż skóry głowy. A masaż, jak wie każda szanująca się włosomaniaczka wspomaga ukrwienie skalpu, dostarcza cebulkom substancji odżywczych i w efekcie wspomaga wzrost włosa.
  • po trzecie, włosy splecione w warkocz optycznie są znacznie krótsze. Zatem jeżeli nosimy je spięte właściwie cały czas, podczas czesania łatwiej jest rozkoszować się faktem, jakie one jednak już są długie.
  • po czwarte, luźno spleciony warkocz jest doskonałą fryzurą dla długich, ciężkich włosów, ponieważ nie nadwyręża cebulek, bowiem ciężar czupryny rozkłada się w nim bardzo równomiernie. Szanując korzenie włosów zwiększamy żywotność pasm, a zatem również ich długość.
Niezależnie od przyspieszania wzrostu warkoczami, kiedy olejuję włosy na noc, zawsze zaplatam je w dwa warkocze, bo tak mi się po prostu wygodnie śpi.

Podsumowując, teorię o dobroczynnym wpływie warkoczy uważam za wiarygodną.

A ponieważ wszystkie lubimy oglądać piękne włosy i fryzury, mam dla Was kilka warkoczowych upięć, które szczególnie przykuły moją uwagę.



 



Ps. Jutro już wracam do szybkiego internetu. Będę mogła częściej pisać i więcej u Was spamować. ;)

12 komentarzy:

  1. A ja uwielbiam warkocze, wszelakie*-* I te zdjęcia sprawiają, że mam ochotę pokombinować coś na swoich włosach:D

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko ;o ta róża z włosów mnie rozbroiła !:O

    OdpowiedzUsuń
  3. Lopatologicznie myslac, rzeczywiscie moze cos w tym byc ;) Nic, tylko plesc warkocze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe czy rzeczywiście to ma jakiś wpływ , szkoda ,ze nie zostało jakoś zbadane :P Ja warkocze uwielbiam ,a że mam długie włosy to czasami sobie na nie pozwole :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne są te fryzury :)
    Mniej się niszczą zaplecione, więc i ,,szybciej rosną'' :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię patrzeć na ładne upięcia, ale nie mam cierpliwości, żeby testować je na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem antytalenciem jeśli chodzi o zaplatanie włosów, w zasadzie bez przerwy chodzę w rozpuszczonych :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię zaplecione włosy, ale samej jeszcze mi to tak super nie wychodzi. Wiec w warkoczach chodzę tylko po domu. Chyba że mama jest w domu i coś mi tam splecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też nie wychodzi, warkocz holenderski to absolutny szczyt moich możliwości, jeżeli chodzi o zaplatanie sobie samej :)

      Usuń
  9. Warkocze są świetne chociaż sama ptrafie zrobic tylko ten klasyczny - francuskie czy inne duńskie czy chińskie odpadaja:D

    OdpowiedzUsuń
  10. śliczne fryzurki ; ) uwielbiam fryzury z warkoczami :) pozdrawiam
    + zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszystkie Twoje argumenty są naciągane...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...