poniedziałek, 23 września 2013

Kwiat mniszka, owoc czarnego bzu, rokitnik i czosnek– mój sposób na poprawę odporności.

 
Odkąd pamiętam, moja odporność zawsze była kiepska. Przez cały rok bolały mnie zatoki, miałam katar, chrypkę i kaszel, i właściwie cały czas czułam się strasznie zmęczona. Bo byłam: praca, studia, kurs. Później studia zaoczne i praca w systemie trzyzmianowym... Wieczne niewyspanie. Poza tym jestem wcześniakiem karmionym butelką i przez 10 lat paliłam papierosy. Wszystko to sprzyja osłabionej odporności. To dzięki Zo zwolniłam obroty i skupiłam się na tym, żeby o siebie zadbać.

Tak jak mój Mąż zawsze miał końskie zdrowie, tak teraz moje się poprawiło i nawet kiedy on choruje, nic mi nie jest. :) Oprócz mniejszej ilości stresu, mojemu zdrowiu sprzyja rzucenie palenia, dieta bogata w warzywa i owoce i NNKT. Wiadomo jednak, że jesienią i zimą zawsze coś się przypałęta. Dzisiaj jeszcze mam lekki stan podgorączkowy, ale że trwa już 2-3 dni i nie rozwija dalej, myślę że jutro będzie już OK. Dłużej nie przynudzając, opowiem Wam o moim małym ekoarsenale.

 
Ciężka artyleria: czosnek. Jemy ząbki, które składają się na cebulę złożoną.

W czosnku znajdziemy olejki eteryczne oraz lotne i organiczne związki siarkowe, czyli allinę i skordyninę A i B. Charakterystyczny zapach oraz zdrowotne właściwości pojawiające się po zmiażdżeniu czosnku zawdzięczamy przejściu alliny w allicynę. Działanie allicyny jest ponoć na tyle silne, że wystarczają 3 minuty, by sok z czosnku zniszczył kolonię bakterii w warunkach in vitro. Czosnek to również flawonoidy, witaminy z grupy B, witamina C, potas, żelazo i magnez, jednak ze względu na małe użycie w kuchni nie można nazwać go źródłem tychże witamin i składników mineralnych. (źródło)

Po czosnek sięgam, kiedy już jestem chora. Jadłam go w kanapkach jako dziecko, kiedy Mama martwiła się moim stanem i wróciłam do niego w ciąży, kiedy jedynym lekiem na przeziębienie, jaki wolno mi był wziąć był paracetamol. Jak pewnie wiecie, zbija on gorączkę i leczy objawy, ale nic nie robi z jej przyczyną. Przypomniał mi zatem się czosnek, naturalny antybiotyk. Zmieniłam tylko sposób mojej Mamy i robię z niego miksturę – nie trzeba go gryźć, więc smak w buzi pozostaje krócej. Składniki:

2/3 szklanki mleka
1 ogromny lub 2 duże ząbki czosnku
łyżeczka masła
łyżeczka miodu (obecnie z mniszka)
 
Mleko powinno być gorące, ale nie aż tak, żeby nie dało się go wypić duszkiem. Do mleka dodaję masło i miód i wyciskam czosnek. Mieszam i piję nie zaczerpując powietrza. Mikstura ma wadę: jest ohydna w smaku, i zaletę: chyba raz mi się zdarzyło, że musiałam ją pić więcej niż 2 razy. Ze strachu, że będę musiała mieć ją w ustach jeszcze raz po tych dwóch razach już zdrowieję. :) Najlepiej zaaplikować ją tuż przed snem i wskoczyć pod kołdrę, bo może mieć działanie napotne. Naprawdę polecam zamiast bawić się w gripexy i inne paskudztwa z pseudoefedryną.


Przystanek mniszek lekarski, czyli popularny mlecz :)

O miodzie z mniszka dowiedziałam się od Anwen, a jakże. W dużym skrócie taki miód ma wspomagać odporność i zmniejszać dolegliwości reumatyczne. Chyba rzeczywiście trochę pomaga, bo mogę ruszać ramionami, a zdarzyło mi się zasnąć z barkami ponad kołdrą (normalnie kończy się to okropnym bólem przy każdym ruchu ręką). Robi się taki "miód" zbierając 500 (lub 1000 w zależności od planowanej porcji) kwiatów mniszka i wygotowując je w syropie cukrowym. Cukier jest tutaj zagęstnikiem i konserwantem. Nie wiem jak wpływa na wchłanialność substancji aktywnych, ale jak pisałam wyżej, jakieś działanie chyba jest. :) Taki miód smakuje dokładnie tak jak pszczeli, za to ma niewątpliwą zaletę: niestraszna mu obróbka cieplna, i tak już był wygotowywany, więc można go dodać do gorącego napoju bez obawy o utratę właściwości leczniczych. Nie robiłam go sama, bo dostałam duży słoik od siostry, której ktoś go sprezentował, ale w przyszłym roku na pewno się postaram. :)

Część trzecia: konfitura z rokitnika.

Dziewczyny, gdybyście chciały zrobić taką konfiturę same, tak jak ja, wiedzcie jedno: zbiera się go przeokropnie! Krzewy rokitnika są bardzo kolczaste, a same kuleczki mają ekstramocną szypułkę i delikatną skórkę. Efekt: nie tylko się podrapiesz, ale jeszcze zamiast zerwać owoce opryskasz się intensywnie pomarańczowym sokiem, a pestki i tak zostaną na ogonkach na gałęzi. Zbierałam te kuleczki uzbrojona w widelec, ale i tak kiepsko mi to szło, a później jeszcze obcinałam nożyczkami nieszczęsne szypułki z każdego jednego owocu. 3 godziny pracy zaowocowały dwoma malutkimi słoiczkami... Już nigdy się nie zdziwię, że ta konfitura jest taka droga. Rosjanie podobno zbierają rokitnik jak zamarznie i wtedy jest łatwiej.

Zastosowanie w medycynie
  • wyciąg z oleju ma właściwości przeciwgorączkowe, zaleca się go w chorobie wrzodowej żołądka oraz dwunastnicy, w stanach zapalnych różnych narządów wewnętrznych, biegunkach, w okresie ciąży i karmienia,
  • napary z liści używane są pomocniczo w leczeniu gośćca, stanów zapalnych przewodu pokarmowego,
  • owoce rokitnika w postaci świeżych dżemów, konfitur i soków stosuje się zapobiegawczo jako naturalne źródło dobrze przyswajalnej witaminy C,
  • napary z liści wykorzystuje się do przemywania i okładów przy trudno gojących się ranach oraz w schorzeniach skóry, mogą być formą kąpieli ziołowych. (źródło)
Cechą specyficzną rokitnika jest bardzo stabilna witamina C dzięki nieobecności rozkładającego ją enzymu (askorbinazy). Oznacza to, że można go mrozić, gotować i przechowywać bez jej utraty. Dlatego też rokitnik ma doskonały wpływ na cerę (oprócz witaminy C także karotenoidy), włosy i skórę głowy. Jak już pewnie zauważyłyście, jestem zagorzałą fanką rokitnika. :) Jeśli chodzi o samą konfiturę, to cóż... czuć, że jest zrobiona z owoców oleistych, w dodatku jest niesamowicie kwaśna, mimo że owoców nasypałam wagowo nawet mniej niż cukru. Dodaję łyżkę do porannej owsianki i w ten sposób da się zjeść. Nie jest to specjał do wyjadania łyżeczką. :)

 
Wspomagacz numer cztery: czarny bez.

Dziki bez ususzony lub ugotowany jest idealnym medykamentem gdy dopada nas sezonowe przeziębienie lub grypa. Działa przede wszystkim napotnie i przeciwgorączkowo, wspomaga działanie układu immunologicznego, dzięki czemu nasz organizm broni się przez chorobą lub próbuje ją szybciej zwalczyć. Stosuje się go przy zwiększonym ryzyku infekcji np. jesienią lub wczesną wiosną. Warto latem wybrać się na wieś i zabezpieczyć w czarny bez, by móc go potem przetwarzać.
Ponadto dziki bez stosować można przy różnego rodzaju bólach, szczególnie tych reumatycznych. Może być stosowany pomocniczo w chorobach układu krążenia i w przypadku problemów trawiennych, gdyż owoce czarnego bzu mają działanie przeczyszczające. Ważne, że kwiaty tej rośliny są bogate w żelazo, ale nie tylko, są bowiem źródłem sodu i rutyny, która np. uszczelnia naczynia krwionośne. Owoce przede wszystkim dostarczają nam witamin: C i A.
Czarny bez powinien znaleźć się także w apteczce rodziny nastolatka, który ma  problemy z trądzikiem. Wystarczy przemywać skórę roztworem z bzu czarnego, by złagodzić gojenie się ran. (źródło).

Z owoców czarnego bzu przygotowałam melasę. Zbierało się je o wiele łatwiej od rokitnikowych, za to dużo czasu zajęło mi ich posegregowanie, ponieważ do przetworów nadają się tylko całkowicie dojrzałe owoce, nie mogą się trafić zielone czy czerwone kuleczki (są toksyczne). Bez zawiera dużo pestek, więc najpierw sparzyłam owoce w wodzie aż popękały, a następnie przetarłam je przez sitko. Dzięki temu nie boję się podawać gotowego przetworu Zosi i nie musiałam się przejmować zdradzieckimi szypułkami. ;) Do soku dodałam cukier, a później półtorej godziny stałam nad garnkiem i mieszałam, aż zakręciło mi się w głowie, a masa zgęstniała. Można jej używać jak soku, ale da się też polać naleśniki czy posmarować kanapkę, w razie gdyby sok Zosi nie smakował.

Bardzo trzymam kciuki, żeby udało się Zosi i mnie przetrwać zimę tylko dzięki naturalnym sposobom. W zeszłym roku tak było. :)

A Wy jak dbacie o odporność? :) Macie jakieś sprawdzone sposoby?

9 komentarzy:

  1. Ten przepis:
    2/3 szklanki mleka
    1 ogromny lub 2 duże ząbki czosnku
    łyżeczka masła
    łyżeczka miodu (obecnie z mniszka)

    Stosuję zawsze, jak jestem chora, 2-3 razy dziennie i zaraz choroba nas opuszcza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamietam z dziecinstwa, ze moj Ojciec tez zawsze raczyl sie mlekiem z czosnkiem na chorobe ;) Ja nigdy nie skusilam sie na taki napoj, jednak teraz jestem lekko podchorowana i podsunelas mi zapomniany patent :) Dzisiaj ambitnie robie goracy kubek ;)!

    OdpowiedzUsuń
  3. ja z takich domowych rzeczy piję tylko mleko z miodem. Z dzieciństwa pamiętam syrop z cebuli, ale nie pamiętam na co go brałam... Moją podstawą na jesienno-zimowy okres jest tona swetrów :). Niestety jeśli chodzi o soki i przetwory to tylko kupne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syrop z cebuli piło się na ból gardła i przy kaszlu :)

      Usuń
  4. Oj widzę, że wiele mnie ominęło z ciekawostek alternatywnie leczących.
    Ja raczej się ratuję już teraz za wczasu kapsułkami z olejkiem z wiesiołka, wieczorem piję ocet jabłkowy z ciepłą wodą i miodem, czasami podgryzam czosnek.
    Do tego dużo pokarmów bogatych w NNKT i witaminę C.
    Jak przychodzi początek choróbska to trzaskam sobie płukanki gardła z mieszanki ziół SEPTOSAN lub piję zaparzony koszyczek rumianku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już druga osoba mi mówi o rumianku, nie wiedziałam o tym, że ma takie właściwości. Piję go zawsze w celu zmniejszenia bólów menstruacyjnych i działa. :)
    Też staram się raczej zapobiegać niż zwalczać, ale czasami nie zdążę ;)
    Podziwiam, że pijesz ocet, próbowałam w różnych kombinacjach, ale nadal mi nie smakuje i niestety, ale boli mnie po nim żołądek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mama robiła mi syrop z buraczka :D nie wiem na co konkretnie ale był smaczny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem na co. :) Dobrze, że był smaczny. No ale skoro z cebuli był, to czemu nie z buraczka :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...