środa, 28 sierpnia 2013

Początek :)

Follow my blog with Bloglovin
Witajcie! Wiem, że blogów o włosach jest już milion i pięć, ale zauważyłam u siebie tendencję do spamowania w komentarzach u blogerek, znajomi i rodzina o włosach już nie chcą słuchać, a ja wciąż mam ochotę pisać i mówić :) Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie tu zaglądać. Zacznę od tła, czyli historii moich włosów. Zmian było o wiele więcej, niestety utraciłam większość zdjęć i na tych, które zostały fryzury różnią się głównie kolorem. ;)


Rok 2005. Włosy farbowałam Pallette, która dążyła do tego, żebym wyłysiała. Kolor był rudy w różnych stadiach spłukania. Często sam odrost był czerwony, a reszta włosów w kolorze spłowiałej miedzi, bo farba nie chciała się na nich trzymać. Włosy myłam tanim szamponem i nakładałam na nie najtańszą odżywkę. Raz kupiłam też wax, ale stosowałam bardzo niesystematycznie. Całe życie słyszałam, że mam cienkie i beznadziejne włosy, więc niczego innego się po nich nie spodziewałam.


 Lato 2006. Wymyśliłam "genialny" sposób na zwiększenie objętości: górną część włosów obcięłam na jeżyka. Wszyscy się ze mnie śmiali, ale mi podobał się efekt... a szczególnie to, jak pięknie te krótkie włosy łaskotały w rękę, jeśli ich dotknąć ;) Zresztą taka fryzura pasowała wtedy do mojego rockowo-chłopczycowego stylu. Do pielęgnacji doszedł żel radical, który nie wiem co miał robić, ale chyba trochę chronił włosy przed warunkami zewnętrznymi.


2008. Usilnie próbowałam zapuszczać włosy, jak podrosły na tyle, że w żaden sposób nie chciały się układać, znów obcinałam. W ten sposób nie tylko zawsze miałam tę samą fryzurę, ale także zawsze wyglądałam dość beznadziejnie ;)



 Zdaje się, że to byl też rok, kiedy zaczęłam kurs fryzjerski. Nie dał mi on zbyt wielu praktycznych umiejętności (miałam bardzo dużo zajęć na studiach, pracę i często nie miałam siły już dotrzeć na wieczorowy kurs), ale dzięki niemu mogłam zacząć szukać salonu, który zechciałby mnie czegoś nauczyć. Ostatecznie dzięki złośliwości jednego wykładowcy oraz licznych nieobecności kursu nie udało mi się skończyć.

2009. Taką fryzurę miałam przez większość pracy w salonie, już jako fryzjer. Płaca była kiepska, jeśli nie było się rekinem sprzedaży, ale nauczyłam się baaaaardzo dużo przez rok, kiedy tam pracowałam, najpierw na szkoleniach, później na klientach :) Pracę uwielbiałam i pewnie byłabym tam do dziś, gdyby nie nacisk na sprzedaż, sprzedaż, wyniki, który odbierał całą radość i satysfakcję z wykonanej usługi.


2010. Rok wielu zmian. Porzuciłam pracę w salonie by rozpocząć zupełnie nowy kierunek studiów, niezwiązany z wszystkim co robiłam do tej pory. Rok, w którym zostałam mężatką, znalazłam pracę siedzącą, która źle na mnie wpływała, a także rok, w którym zaszłam w ciążę. Na zdjęciu moja fryzura ślubna, którą wykonałam sama. Podobało mi się :)


2011. Od kilku dni jestem Mamą. W ciąży nie obcinałam włosów, bo nie chciałam wdychać chemii u fryzjera i zależało mi, żeby móc wygodnie związać włosy kiedy pojawi się Młoda. Farbowałam je ziołową farbą venita w kolorze czekolady i wreszcie wyglądały zdrowo (inna sprawa, że bardzo służyły im hormony ciążowe). Myłam czym się dało, kiedy miałam na to czas. Zajęło mi ponad rok, zanim znalazłam wystarczająco dużo czasu i siły, żeby zacząć znów o siebie dbać.


2012. Włosy chyba najdłuższe jakie miałam w dorosłym życiu. Potwornie zniszczone, w końcu przez ponad rok nie widziały nożyczek. Mniej więcej wtedy dopadło mnie pociążowe masowe wypadanie. Zo była moim całym światem.Nadal jest, ale nauczyłam się że można i kochać dziecko, i zająć się trochę sobą ;) Zaczęłam oczywiście od włosów. Trafiłam na bloga BlondHairCare i zapragnęłam tak pięknego jak jej blondu.


Na zdjęciu pocztąki rozjaśniania (najpierw po prostu kładłam blond farbę na odrosty, ale nie byłam zadowolona. Włosy ogólnie były w dobrym stanie, tyle, że wypadały. A ja nie pomagałam im farbą, i później rozjaśniaczami. Ale blond, to blond!

 Marzec 2013. No i jest blond. Wyglądałam w nim jak zaróżowiony blob, a wlosów została połowa. Wróciłam z podkulonym ogonem do henny i do zapuszczania do jednej długości (musiałam je wycieniować, bo końce były wytrawione pięciokrotnym rozjaśnianiem, i nadal rude, lawson się w nich doskonale trzyma).


Czerwiec. Piękny prześwit z tyłu. Zakola wyglądały jeszcze gorzej. Na tym etapie wzięłam się w garść. Są momenty, kiedy wydaje mi się, że włosy zaczęły odrobinę falować, ale nadal nie jestm pewna. ;) Kupiłam wcierkę Joanny (Rzepę), Czarownicująca pomogła mi dobrać resztę pielęgnacji. Jak udało mi się zastopować wypadanie włosów opowiem innym razem, na razie tylko pokażę zdjęcie z sierpnia:


Mam nadzieję, że się nie wynudziłyście? :) Moim celem jest zapuszczanie włosów, na razie chciałabym uzyskać długość do zapięcia stanika i temu podporządkowuję pielęgnację. Jednocześnie rozpoczęłam trudny i długotrwały proces utraty wagi, więc będę bardzo uważać, aby nie odbił się na włosach. Nie ukrywam, że blog ma być dla mnie wsparciem w tej dziedzinie i możliwością "wygadania się". Na razie schudłam 4 kilo, zostało mi "zaledwie" 44. Nie szukam diety cud i drogi na skróty, ale o tym też powinnam napisać oddzielnie.

Bardzo dziękuję za przeczytanie. Nigdy nie próbowałam swoich sił w blogowaniu, więc liczę też przynajmniej na początku na Waszą wyrozumiałość. :)

13 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki odnośnie zapuszczania włosów, ja tez startuje w tym "wyścigu" o długość włosów i wiem ile cierpliwości do tego trzeba... Powodzenia :)

    Mała Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Tobie już pięknie urosły! Jak już wszystkie sięgną za ramiona, to jest o wiele łatwiej. Niestety, ten moment wciąż przede mną :)

      Usuń
  2. Powodzenia w dążeniu do celu. Włosy na prawdę wyglądają już pięknie. Zasięgnę porady u Ciebie na pewno! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki masz piękny rudy kolor! pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henna BAQ z Pola Henny :) Niestety, już mi się skończyła, więc następne farbowanie to będzie zwykły mumtaz. Taki wyrazisty jest kolor na włosach, które były blond, u nasady jest ciemniejszy. BTW, Pole Henny prowadzi przedsprzedaż, ale trzeba zamówić cały kilogram albo dwa: http://polehenny.wordpress.com/2013/08/28/przedsprzedaz/

      Usuń
  4. Trzymam kciuki, by Ci się udało osiągnąć upragnione cele. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że blog będzie się rozwijał:) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie jest tak samo. Już nikt nie chce mnie słuchać jak gadam o włosach. Dlatego też mogę wyrzucić wszystko z siebie na ten temat na blogu :P mimo że jest tak dużo blogów włosomaniaczek to nie zaszkodzi, żebyś prowadziła swojego. Jako blogerka mogę powiedzieć, że przez ponad rok blogowania dużo się nauczyłam. Także polecam to każdemu, to osobista motywacja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo Wam dziękuję :) Liczę na to, że wiele się nauczę. Już mam satysfakcję, że coś zrobiłam, i niesamowicie mnie cieszą Wasze komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. BARDZO pozytywne zmiany na włosach :)
    I kolor piękny i ich kondycja, gęstość, blask :)
    Trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajna historia i jestem mocno zdziwiona, ze wczesniej na nia nie trafilam :) 4kg. to juz spory sukces, mam nadzieje, ze nadal idzie Ci tak dobrze :) Poza tym, nie wiem czy przeoczylam posta o tym, jak zahamowalas wypadanie, jesli tak, to prosze o kierunek ;) Jezyk na glowie genialny :D Moja Corka miala cos podobnego, jak samodzielnie (kazde dziecko dorasta do tego momentu ;)), zdecydowala sie na obciecie grzywki ;D Musze poszukac zdjec z tego okresu, bo bylo wesolo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam jeszcze posta o wypadaniu, na pewno to zrobię. :)

      Co do jeżyka, to podejrzewam, że Córka była młodsza niż ja na zdjęciu. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...